niedziela, 25 czerwca 2017

#18. England: Samodzielność za granicą


         Zawsze bardzo chciałam być niezależna i wszystko wiedząca jak moja mama. Zawsze ja podziwiałam za umiejętność załatwiania tych wszystkich formalnych i biurowych spraw, które w wieku dojrzewania mnie po prostu przerażały. Kiedy poszłam na pierwsze wynajmowane mieszkanie, rachunkami i załatwianiem internetu oraz innych rzeczy zajmował się mój obecnie ex. Zawsze uważałam, że nie jestem do tego stworzona i jakoś te wszystkie ważne detale nie są na moją głowę. Szczerze to myślałam, że jestem na to po prostu za głupia. Te umiejętności ( które miałam za nie moje) strasznie blokowały mnie w tym co chciałam osiągnąć.

      Dopiero za granicą nauczyłam się samodzielności i to takiej pełnej. Takiej, której nie nauczyło mnie życie przy mamie ani przy facecie. Po raz pierwszy na prawdę nauczyłam się planowania długo terminowego. To na obczyźnie musiałam się zmierzyć z dorosłością i to jeszcze w obcym języku!

Kiedy tu przyjechałam....

 ...zostałam wepchnięta do agencji pracy i musiałam  przełamać strach oraz barierę językową. Musiałam mieć pracę, żeby móc żyć i opłacać pokój, który wynajmowałam.
    Zostałam zapoznana z polką, koleżanką mojej dalszej rodziny, która angielskiego nie znała na tyle by móc sobie poradzić z wieloma rzeczami. Byłam życzliwa i pomagałam jej w tym. To też sprawiło, że nabrałam większej odwagi, zaczęłam więcej mówić i uczyć się również nowych rzeczy.  Moja pomoc ciągnęła się jeszcze przez kilka osób, które zostały tu ściągnięte. Oczywiście z każdym razem ja nabierałam większej wprawy i nauczyłam się też wielu nowych rzeczy.



Później...

      ...załatwiałam wynajem mieszkania. Sprawy z agencją i formalności, płacenie rachunków, a nawet tak coś nie mojego jak internet i jego instalacja. Szczerze mówiąc nie wyszło to ostatnie jakoś super, ale nie narzekam. Kiedy brałam się za te wszystkie rzeczy i wykonywałam masę telefonów do dostawców energii i gazu, czy wody nikt mi nie powiedział, że ze szkotem polak się nie dogada! Mają tak ciężki do zrozumienia akcent, iż w końcu poddałam się i rozłączyłam, a sprawę załatwiłam mailowo.

Ostatecznie... 

     ...podczas tych wszystkich przygód, mniejszych czy większych nauczyłam się szukać dobrych źródeł informacji, odnajdywać wyjścia z ciężkich czasem sytuacji i radzić sobie sama. W końcu to ja byłam najczęściej proszona o pomoc a nie ja prosiłam kogoś.
     To bardzo pomogło mi w budowaniu ( nadal buduję) mojej samodzielności i niezależności, która w pełnym wymiarze była kiedyś dla mnie po prostu nieosiągalna. To nie mój ojczysty kraj czy język pozwala mi to osiągnąć, a właśnie obczyzna, która jest najlepszą szkołą życia jaka kiedykolwiek dostałam.
 
      Teraz wiem, że nie ma dla mnie granic, których nie mogłabym przekroczyć i idę przez życie dużo pewniej (choć wciąż z pokorą) niż wcześniej. Nikt nie jest w stanie mi wmówić, że nie mogę czegoś zrobić, a uwierzcie, że takich ludzi znajdzie się tu mnóstwo.

Ale...
      ... ta samodzielność jest czasem ciężka do udźwignięcia. Bywają bowiem dni załamania, kiedy chciałabyś czyjejś pomocy, a wiesz, że nie masz nikogo kto mógłby lub miał chęci Ci pomóc. Ludzie zazwyczaj biorą, nie nauczeni są dawać, a to jest odczuwalne zwłaszcza, gdy robi się dla kogoś dużo i później słyszysz, że ktoś osiągnął coś sam. Ja na szczęście mogę powiedzieć, że prawie od początku byłam sama sobie panią i nikomu nie muszę nic zawdzięczać.



      Przepraszam, że przez ostatnie dwa czy trzy tygodnie nie pisałam. Miałam małe zawirowanie w życiu związane ze zmianą pracy i miejsca zamieszkania. Jednak od teraz wszystko wraca małymi kroczkami do normy. Na bieżąco staram się być na Facebooku, więc serdecznie Was tam zapraszam. Znajdziecie tam mnóstwo motywujących , a niekiedy z humorem cytatów o życiu. Powoli będę też wprowadzała inne rzeczy, ale to wszystko małymi kroczkami. Więc sprawdzajcie, lakujcie, udostępniajcie, a ja uciekam i życzę Wam miłego niedzielnego wieczoru.

piątek, 9 czerwca 2017

#17. TAG. 50 faktów o mnie - czyli poznajmy się.


    Witajcie po dwu  tygodniowej przerwie. Cóż mogę Wam powiedzieć na ten temat? Może lepiej nic. Po prostu mam trochę na głowie i dlatego nic nie pisałam. Na prawdę nie było na to czasu.

Pomyślałam jednak, że skoro już tak powoli zbiera się was tu trochę ( jak i również na Facebooku) zrobię mały TAG O mnie. Czyli 50 faktów dzięki którym będziecie mogli poznać mnie bliżej. Zapraszam więc do lektury.


1. Pseudonim Agent Girl wziął się z tego, że zawsze chciałam być agentką specjalną jak Romanov itp., a w młodości zawsze oglądałam Odlotowe Agentki.  Miałam nawet puderniczkę nadajnik z lusterka i parę innych gadżetów.

2. Jestem blondynką.

3. Pasja do pisania wzięła się u mnie po tym jak moja polonistka w 5 klasie podstawówki podziałała "Tobie postawimy 4, ale rozwiniesz się nam dalej".

4. Tak na prawdę to większość wypracowań na polski do czasów gimnazjum poprawiała mi mama.

5. Jednak moimi pierwszymi blogami były fanfiki związane z zespołem US5. Później pojawiły się inne opowiadania fantasy inspirowane sagą Zmierzch, które miały bardzo pozytywny odbiór.

6. Jako mała dziewczynka chciałam jeździć ekstremalnie na rolkach i snowboardzie.

7. W podstawówce dostałam od starszego chłopaka przez przypadek piłką do kosza w ostatni palec u ręki. Pielęgniarka powiedziała, że nic mi nie będzie, ale był lekko zwichnięty. Teraz jest lekko krzywy do środka dłoni!

8. Bardzo lubię deszczową pogodę.
9. Jestem uzależniona od słodyczy i mogłabym je jeść na tony.

10. Podczas sprzeczki z jednym z chłopaków w podstawówce moja głowa przeleciała przez szybę w oknie. W ostatniej chwili uniknęłam gilotyny, dzięki szybkiej ucieczce spod spadającego w dół szkła! Tak mogłam być jeźdźcem bez głowy.

11. Zawsze chciałam mieć tygrysa albo jaguara lub wilka jako domowe zwierzątko:)
12. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury.
13. Węży boje się tak panicznie jak ludzie, którzy cierpią na arachnofobie.
14. O ironio te zwierzęta ciągle prześladują mnie we śnie w proroczy sposób.
15. Uważam się za wiedźmę, bo w życiu przewidziałam śmierć człowieka i narodziny kolejnego.
16. Wracając do snów  i bycia wiedźmą, zawsze gdy coś mi się śni, jest to coś dziwnego i nigdy nie jest bez znaczenia.

piątek, 26 maja 2017

#16.Piątkowe propozycje filmowe.

   Piątek to czas, kiedy tuż po pracy zapominamy o męczącym tygodniu. Chcemy się zrelaksować i wypocząć w domowym zaciszu. Niektórzy woleliby może przy paru drinkach wyszaleć się na jakiejś imprezie. Cóż, dla tych drugich nie mam nic na dzisiaj, ale jeśli należysz do tych pierwszych, to znalazłam Ci propozycje na dzisiejszy wieczór.

    Film to zawsze dobry pomysł na spędzenie czasu. Dlatego mam dla Was kilka propozycji, które warto obejrzeć. Sama osobiście obejrzałam każdą z nich i szczerze polecam. Zacznijmy więc.

Logan - obiecałam, że obejrzę całą serię Wolverina, ale niestety jeszcze mi się to nie udało. Jednak nie mogłam odpuścić sobie Logana. Szczerze Wam powiem, że nie żałuję. Film jest na prawdę zaskakujący i od samego początku trzyma w napięciu. Ciężko jest rozgryźć co nastąpi za chwilę. Dla mnie postać głównego bohatera zawsze była typem macho, który skrywa swoje emocje poprzez to co go w przeszłości spotkało. Tym razem możecie jednak poznać trochę bliżej jego emocjonalną stronę. Na pewno jest tam dużo widowiskowych i drastycznych scen walki, które warto zobaczyć.


piątek, 19 maja 2017

#15. Life story (1)


        O tym jak wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

     Anne i Derick'a poznałam w pracy. Byli jak dwie papużki nierozłączki. Małżeństwo z młodym stażem. Kiedy ona brała wolne, to on z nią. Coś czuję, że był zaborczo o nią zazdrosny, ale nigdy nie pytałam. To w sumie nie moja sprawa, choć dochodziły mnie słuchy, że potrafili nieźle się pokłócić. Jednak lubiłam ich. Ją bo byłą zabawna i charakterna. On podobnie - trafił swój na swego. 

        Któregoś dnia pracowałam z nią i po prostu zaczęła się przede mną otwierać. Zaczęło się od mojego imienia. 
        - Lubię twoje imię - zaczęła. - Dobrze mi się kojarzy. - ciągnęła jakby trochę niepewnie czy może dalej, czy raczej nie powinna. 
        - Serio? Ja  tak średnio. Często słyszę je gdzieś na mieście. Jak matki krzyczą do dzieciaków i trochę mnie to wkurza,  bo nie wiem czy to do mnie, czy koło mnie.  
         - Lubię to imię, bo... - zawisła chwilowa cisza - ... bo moja córka miała tak na imię. - Zdębiałam. Myślę, że byłam jedną z nielicznych osób, które znały tą historie. Anne była aktualnie w ciąży i to zaawansowanej. Z tego co mi było wiadomo miała urodzić chłopca. I gdzie tu "A..."  jako imię dla chłopca? Ale zanim przejdę dalej, czy to nie okropne, że ktoś wyjawił mi swoją skrywaną tajemnicę, a ja ja od tak publikuję teraz jako interesujący materiał na fragment opowiadania?  Czuję, że postępuję trochę nie okej - przejdzie mi za jakiś czas. 

         Anne zaczęła wylewać z siebie coś co widocznie długo jej ciążyło. Miałam wrażenie po usłyszeniu tej historii, że musiała się komuś z tego wygadać bo ją bardzo uwierało tam w sercu. Pewnie Derick już nie był dobrą osobą, której mogła opowiedzieć to na nowo. 
       Jej historia jest bardzo ciekawa i kiedy ją usłyszałam, szczerze zwątpiłam czy to prawda ponieważ zabrzmiało to jak fragment nierealistycznej opowieści. Ale życie na prawdę pisze dobre scenariusze - znam to z autopsji. 
         
        Nasza bohaterka pochodziła z domu dziecka. Pozostawiona przez matkę razem z jeszcze trójką rodzeństwa: dwie siostry i brat. Tam poznała chłopaka, w którym była zakochana. Zaciążyła w młodym wieku i szybko musiała wydorośleć. Z resztą dom dziecka myślę dał jej lekcję dorosłości już wcześniej. Jak to mi opisała : "No i urodziłam najpierw jedno dziecko, później drugie i trzecie. I żyliśmy tak sobie." - pamiętam, że przy tych słowach westchnęła. Czułam jej smutek kiedy wyrzucała z siebie ten ciężar. - Hej jeśli nie chcesz mi mówić, to nie mów.  - rzuciłam. Byłam ciekawa, wy byście nie byli? Ale wiedziałam, że temat jest ciężki. Wiedziałam też, że choć opowie mi o tym wszystkim nie będę mogła nic powiedzieć. Nic po za jakimiś głupimi słowami pocieszenia typu "to smutne" czy "Przykra sprawa",  bo co innego możesz powiedzieć osobie, która przeszła coś takiego. No właśnie przejdźmy dalej... 

niedziela, 14 maja 2017

#14 .Inspire - 10 oryginalnych tatuaży

Od dwóch tygodni nic tu nie napisałam. Mam wymówkę, ale nie będę jej pisała. Choć może nie wcisnęłabym to w kategorię wymówek. Jestem tylko człowiekiem i nawet ja tracę nastrój, chęci, inspiracje od czasu do czasu.

 Dzisiaj wrzucę trochę luźny post. Inspirowany tatuażami. Szukałam jakichś ciekawych wzorów i miejsc, w których można je zrobić. Postanowiłam więc, że dzisiaj przedstawię wam kilka najoryginalniejszych tatuaży jakie znalazłam w internetowych przestworzach.

1. Motyw przemijającego czasu w takiej kombinacji na ramieniu jest na prawdę fajnym połączeniem. Przemawia do mnie przekaz zawarty na tym wzorze. 

2. Tatuaże 3D na pewno znacie, ale od kiedy zobaczyłam ten gdzieś w internecie, robi na mnie wielkie wrażenie. Mam małe podejrzenia co do tego, że oryginalnie to nie tatuaż, a po prostu body art, ale inspiracja i tak jest sama w sobie świetna. 

3. ( lewa) Bardzo lubię tego typu tatuaże. Wyglądają na prawdę ciekawie. Czasem sama czuje się jak maszyna w ludzkiej skórze. 
4. ( prawa) Widziałam wiele ciekawych tatuaży przedstawiających muzykę czy jakąś jej symbolikę. Zazwyczaj były one deliaktne i dyskretne. Ten jednak jest tak oryginalny i nietypowy, że musiałam go wrzucić w to zestawienie. 

5. Kobieta zmieniająca się w zwierze. Tak na prawdę to wszyscy jesteśmy jak zwierzęta. Jedni mniej, drudzy więcej drapieżni. Nie bez powodu w końcu wzięły się takie porównania jak "szczwany jak list", "potulny jak baranek". 

 6. Tu też mam podejrzenie, że to tylko szkic, ale sam pomysł i tak świetny. Podzielenie ptaszka na dwie części tak by łączył się w dłoniach, jest na prawdę ciekawym przejawem kreatywności. 

7. Sztylet w zgięciu palca? Sama osobiście nie zdecydowałabym się na taki tatuaż, ale sztuka iluzji została tu fajnie wykorzystana. 

 8.  Miałam w klasie w technikum koleżankę, która interesowała się biologią i chciała iść na medycynę. Pamiętam, że kiedyś powiedziała coś w stylu "Czemu ludzie rysują tak serce? A gdzie żyły, komory i cała reszta? ". Ten obraz przypomina jak na prawdę wygląda ( właściwie to nawet obrzydliwie) ludzkie serce. Nie wiem jak to nawet zinterpretować, bo pomysłów na to mam dość sporo. 

9. Postać ukrzyżowanego Jezusa, w którym po raz kolejny widzę przejaw genialnej kreatywności. Przyrzyjcie się dobrze temu tatuażowi i temu, jak ramię Jezusa jest ramieniem właściciela tego dzieła sztuki. 

korony, kolory, tatuaże

10. I ostatni już, ale nie najgorszy to tatuaż dla pary. Być może dla Was nie wydaje się on oryginalny, ale jak dla mnie jest  świetny ze względu na kolorystykę koron. Zauważyliście, że zakochani zazwyczaj stawiają na prostotę? Tutaj wielki szacun za pomysł i oryginalność.  


Poważnie myślę nad zrobieniem swojego pierwszego tatuażu. Oczywiście z tym zamiarem zabieram się już od kilku dobrych lat. Tym razem jednak ostatecznie postanowiłam, że w tym roku go zrobię! Kto wie może od razu dwa?  Piszcie co sądzicie o powyższych wzorach i czy odważylibyście się na któryś z nich ?
 Macie też swoje tatuaże? Jaki jest Wasz stosunek do nich i czy zamierzacie sobie zrobić? Piszcie w komentarzach!

Zapraszam też na moją stronę na facebooku. Znajdziecie tam dużo  inspirujących zdjęć z cytatami mojego autorstwa. Możecie też być na bieżąco z publikacjami. A po za tym kiedy nie ma mnie tu, to jestem tam często dzięki czemu mogę na bieżąco mieć z Wami kontakt.

facebook, fanpage, AgentGirl