piątek, 3 lutego 2017

#4. UKlife - moje początki

      Czuję, że wiele z Was czeka na posty o tej tematyce. Ponieważ nie będzie to jednorazowy strzał. Myślałam raczej o całej serii. Może dobrze by było więc zacząć od początku?

     W opisie zaznaczyłam, że zaczęłam swoje życie za granicami kraju. Jak większość rodaków pospolicie wyjechałam do Anglii. Znaleźć się tu chciałam już dawno temu. Przewrotny los sprawił, że zdecydowałam się na to w takim, a nie innym czasie. Nie było to planowane, raczej decyzję podjęłam z dnia na dzień, a wyjechałam parę tygodni później. Z wyjazdem wiąże się też bardziej osobista historia, którą nie zamierzam się z Wami dzielić, ale podzielę się innymi rzeczami. 

Dlaczego Anglia?

      To proste. Język znałam już od dawien dawna. Chciałam go doszlifować i uznałam, że tylko w taki sposób uda mi się to zrobić lepiej. Po za tym nie byłam zadowolona ze swojego zawodowego życia. Choć z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie było aż tak źle. Posiadam tu też rodzinę ( rozsypaną po miastach) co też ułatwiło mi start w nowym miejscu, załatwianie formalności. Dostawanie porad gdzie z czym mam się kierować, choć z tą pomocą to nie zawsze jest tak kolorowo. 
przyjazd, początki, Uk

Kiedy zamierzacie gdzieś zarzucić kotwicę na dłuższy czas myślę, że dobrze jest wybierać się do takich miejsc, gdzie właśnie zna się język, ma się kogoś, kto pomoże się odbić i jest też możliwość pracy połączona z dobrymi zarobkami. 


Czy początki są trudne?

 Wielu powiedziałoby, że tak. Nie w moim przypadku. Zawsze w Polsce czułam się jak outsider. Dlatego pojechanie do kraju, gdzie mentalność, sposób myślenia nie jest tak ograniczony jak mój było dla mnie dobra opcją. Oczywiście wokół siebie mam pełno polaków, ale powoli zaczynam uczyć się poruszać między nimi. Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem anty patriotką czy coś. Bardzo kocham swój kraj, szanuję go i brakuje mi go momentami. Jednak są czynniki przez które nie chciałabym tam wrócić na stałe - o tym za chwilę.

      Dużo ułatwiła mi znajomość języka. Z dodatkiem odwagi czułam się pewniej w załatwianiu paru podstawowych rzeczy. Oczywiście na starcie nie obyło się bez pomocy bliskich, za co jestem im wdzięczna, Ale w moim przypadku nie początek był trudny. Trudniej zaczęło się trochę później.

Co załatwiać na starcie?*
do załatwienia, start, UK, Anglia
      Podstawowymi rzeczami, które musicie zorganizować sobie na starcie są oczywiście:

  1.  Nocleg
  2. NIINo - National Insurance Number
  3. GP - przychodnia
  4.  Konto w banku

*Szczegółowo opiszę tą część w kolejnym poście z tej serii.

Akcent

agentgirlblog.blogspot.com      Mówi się dużo, że brytyjski akcent jest ciężki. To prawda. W pierwszych paru ( ok 4-5 ) tygodniach było mi ciężko zrozumieć brytyjczyków. Do tej pory jest mi ciężko czasem ich zrozumieć. Jednak to też kwestia bariery językowej, którą na początku musiałam przełamać. Mała anegdotka: starsi brytyjczycy ( mówię tu głównie o panach) zazwyczaj są bezzębnymi lub w większej części szczerbatym dziadkami - wtedy zrozumienie ich jest prawie zupełnie niemożliwe.
   
      Sama nie posiadam brytyjskiego akcentu. Kiedy tu przyjechałam, jeszcze trochę mi na tym zależało. Teraz już przestało. Jest dosyć ciężki, ale myślę, że po paru latach sam przychodzi. Choć poznałam dziewczynę, która jest tu dwanaście lat i akcentu nie ma. Ale czy to źle? Uważam, że nie ponieważ mówi dość płynnie i łatwo ją zrozumieć.

BTW: Jeśli uważacie, że brytole mają ciężki akcent, to uwierzcie mi, że po rozmowie ze szkotami zmienilibyście zdanie:)

Czego się nauczyłam?

      Na pewno osiągnęłam jeden cel, który ciągle osiągam czyli podszkoliłam się  z angielskiego. Rozmawiając z ludźmi, poruszając się po mieście, załatwiając sprawy formalne małymi kroczkami idzie mi to coraz lepiej. Nadal mam problem z czasami i pewnie też z poprawną konstrukcją zdań, ale myślę, że w końcu będzie dużo lepiej.

  •         Przebywanie na obczyźnie nauczyło mnie też proszenia o pomoc co jest niekiedy dla mnie bardzo trudne. Jestem osobą, która woli sama się nauczyć i coś później zrobić. Niestety rzeczywistość weryfikuje, że nie jesteśmy alfą i omegą. 
  •         Jeśli chce się żyć za granicą trzeba też przełamać jedną z podstawowych barier jakie nam towarzyszą, czyli strach. Strach przed nowym, przed nieznanym, przed samotnością itd. A już na pewno nienawidzę strachu typu "nie dam rady". To najgorsze co możecie sobie powiedzieć. Z góry zakładam, że jak się chce to można dużo zrobić, a jeśli nie samemu to właśnie prosząc o pomoc. 
  •  Czasem trzeba polegać tylko na sobie - I to może trochę gubi, bo wcześniej napisałam o proszeniu o pomoc.  Niestety to prawda co mówią ludzie, że rodacy są dla siebie niekiedy jak wilki. Już zrozumiałam, że nawet na rodzinę momentami trudno liczyć. I fajnie jeśli zjadą się wokół Was ludzie, którzy Wam pomogą, ale ja mimo tego staram się nie zapominać o starej jak świat zasadzie "umiesz liczyć, licz na siebie." 
  • zaufanie - kiedy przyjeżdżacie tu samotni, z dala od bliskich łatwo jest się zgubić i zatracić. Zacząć szukać nowych znajomości, ufać nieodpowiednim ludziom. Szukać przyjaciół tam, gdzie nie powinniśmy. Od razu Wam powiem, żebyście w żadnym razie nikomu nie ufali, chyba, że na prawdę dobrze go poznacie. Tym bardziej rodzinie. W jednym z poprzednich postów chyba wspomniałam o tym, że ludzie zjedzą nas za wszystko. Zwłaszcza za granicą właśnie tak jest. Są zazdrośni, zawistni, źle ci życzą bo być może masz lepiej od nich, albo masz coś czego oni nie mają. Także proszę z tym uważać. 
agentgirlblog.blogspot.com


Cóż na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że początek serii Wam się spodoba.Piszcie jakie wy macie wrażenia po wyjeździe za granicę. Mówię nawet o takim  chwilowym czy długoterminowym. Jestem ciekawa Waszych doświadczeń.

4 komentarze:

  1. Bardzo fajny pomysł na post. Szkoda jednak, że postanowiłaś wszystko opisać tak po krótce. Na Twoim miejscu rozbiłabym podpunkty na niezależnie posty i spięła je jednym tagiem.
    Powodzenia w dalszym pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam rozbijać wszystkiego na oddzielne posty. Na pewno jeden z nich będzie opisany bardziej szczegółowo w jednym z przyszłych postów odnośnie formalności do załatwienia na starcie. Reszta nie była na tyle wymagająca opisywania szczegółów na całe strony. Dziękuję za radę.
      :)

      Usuń
  2. Ja też rzuciłam wszystko i pojechałam zagranicę. Z perspektywy czasu uważam to za ciekawe niedoświadczenie, jednak gdybym w tym momencie miała jeszcze raz wyjechać gdzieś na stałe, nie zdecydowałabym się na to.
    Pozdrawiam,
    Urban Vagabond

    OdpowiedzUsuń