piątek, 19 maja 2017

#15. Life story (1)


        O tym jak wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

     Anne i Derick'a poznałam w pracy. Byli jak dwie papużki nierozłączki. Małżeństwo z młodym stażem. Kiedy ona brała wolne, to on z nią. Coś czuję, że był zaborczo o nią zazdrosny, ale nigdy nie pytałam. To w sumie nie moja sprawa, choć dochodziły mnie słuchy, że potrafili nieźle się pokłócić. Jednak lubiłam ich. Ją bo byłą zabawna i charakterna. On podobnie - trafił swój na swego. 

        Któregoś dnia pracowałam z nią i po prostu zaczęła się przede mną otwierać. Zaczęło się od mojego imienia. 
        - Lubię twoje imię - zaczęła. - Dobrze mi się kojarzy. - ciągnęła jakby trochę niepewnie czy może dalej, czy raczej nie powinna. 
        - Serio? Ja  tak średnio. Często słyszę je gdzieś na mieście. Jak matki krzyczą do dzieciaków i trochę mnie to wkurza,  bo nie wiem czy to do mnie, czy koło mnie.  
         - Lubię to imię, bo... - zawisła chwilowa cisza - ... bo moja córka miała tak na imię. - Zdębiałam. Myślę, że byłam jedną z nielicznych osób, które znały tą historie. Anne była aktualnie w ciąży i to zaawansowanej. Z tego co mi było wiadomo miała urodzić chłopca. I gdzie tu "A..."  jako imię dla chłopca? Ale zanim przejdę dalej, czy to nie okropne, że ktoś wyjawił mi swoją skrywaną tajemnicę, a ja ja od tak publikuję teraz jako interesujący materiał na fragment opowiadania?  Czuję, że postępuję trochę nie okej - przejdzie mi za jakiś czas. 

         Anne zaczęła wylewać z siebie coś co widocznie długo jej ciążyło. Miałam wrażenie po usłyszeniu tej historii, że musiała się komuś z tego wygadać bo ją bardzo uwierało tam w sercu. Pewnie Derick już nie był dobrą osobą, której mogła opowiedzieć to na nowo. 
       Jej historia jest bardzo ciekawa i kiedy ją usłyszałam, szczerze zwątpiłam czy to prawda ponieważ zabrzmiało to jak fragment nierealistycznej opowieści. Ale życie na prawdę pisze dobre scenariusze - znam to z autopsji. 
         
        Nasza bohaterka pochodziła z domu dziecka. Pozostawiona przez matkę razem z jeszcze trójką rodzeństwa: dwie siostry i brat. Tam poznała chłopaka, w którym była zakochana. Zaciążyła w młodym wieku i szybko musiała wydorośleć. Z resztą dom dziecka myślę dał jej lekcję dorosłości już wcześniej. Jak to mi opisała : "No i urodziłam najpierw jedno dziecko, później drugie i trzecie. I żyliśmy tak sobie." - pamiętam, że przy tych słowach westchnęła. Czułam jej smutek kiedy wyrzucała z siebie ten ciężar. - Hej jeśli nie chcesz mi mówić, to nie mów.  - rzuciłam. Byłam ciekawa, wy byście nie byli? Ale wiedziałam, że temat jest ciężki. Wiedziałam też, że choć opowie mi o tym wszystkim nie będę mogła nic powiedzieć. Nic po za jakimiś głupimi słowami pocieszenia typu "to smutne" czy "Przykra sprawa",  bo co innego możesz powiedzieć osobie, która przeszła coś takiego. No właśnie przejdźmy dalej... 


      Więc jej wybranek był człowiekiem, który w pewnym momencie ciężko znosił życiowe rozterki. Zaczął popadać w ulubiony nawyk polaków - alkoholizm. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Nie chcę przekręcać jej słów więc nie powiem wam czy później ją bił czy nie. 
      - No i któregoś dnia przegiął. Strasznie się pokłóciliśmy i miałam już dosyć. Wzięłam dzieciaki i spakowałam się. Pojechałam do siostry. A on oczywiście wypisywał do mnie. Prosił, żebym wróciła, ale ja nie mogłam. - czy się bała? Pewnie tak. Akurat w tej sytuacji mogę postawić się na jej miejscu. Strach przed powrotem do domu jest mi dobrze znany. To okropne kiedy chcesz iść w miejsce swojego wypoczynku, ale nie wiesz co cię tam czeka. 

     Anne wspomniała, że po tym jak odeszła on się zabił. Upił na śmierć i tyle było po ojcu trójki dzieci. Bardzo to przeżyła. Nie dawała już rady finansowo. Opieka czepiła się o warunki mieszkalne i brak środków na utrzymanie więc pożegnała się z dziećmi. Jak to mówią historia lubi się powtarzać. 
     Mam wrażenie, że Bóg próbuje czasem robić z nas Hioba i wystawia na najcięższe próby by sprawdzić ile jesteśmy w stanie znieść i w którym momencie się od niego odwrócimy. Bo na poważnie nie wydaje mi się, żeby tak potężna siła miała aż tyle wiary w ludzi widząc ten sam schemat każdego dnia. 

      Ann była teraz takim Hiobem tylko w nowoczesnym wydaniu. Pozbawiona kompletnie wszystkiego na sam koniec zaczęła sama pogrążać się w - o ironio - alkoholizm. Nikt nie potrafił jej pomóc. Dobrze znam ten temat i wiem, że alkoholik musi sam chcieć sobie pomóc. 

       - A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że oni mnie za to wszystko obwiniali. Mówili, że sama jestem sobie winna. - wcześniej wspominała o tym jak, gdy potrzebowała pomocy, nie było nikogo kto by wyciągnął do niej rękę. Zwłaszcza rodzina, która znała całą historię. Ci z kolei obarczyli ją za całe zło, które jej się przydarzyło. Jakby to była jej wina, że jej facet stał się alkoholikiem. 

       - No i któregoś dnia po prostu wiesz, spakowałam się. Wzięłam wszystkie oszczędności jakie miałam i wyjechałam najpierw do Berlina. A tam się upiłam i zasnęłam na dworcu. Jak się obudziłam to nie miałam już nic. Zupełnie nic. Ani pieniędzy, dokumentów, zupełnie nic rozumiesz? - ciągnęła. 
     W Berlinie gdy tylko usłyszała polaków podeszła do nich. Spytała czy mieliby dla niej nocleg na jakiś czas. Znalazło się miejsce. Jak się później okazało było to jakieś obozowisko dla bezdomnych czy coś. Mieszkali tam chyba w cztery osoby. Zbliżała się zima i nie mogli siedzieć tam dłużej. Jeden z nich zaproponował, żeby udali się do Francji, bo tam ciepło jest i nie będą musieli się martwić spadkiem temperatury. Tam poznała Dericka. Była pijana, ale on od razu wpadł jej w oko. Postanowiła, że podejdzie do niego. Próbowała zagaić do niego po francusku, ale po za bonjour nie znała chyba zbyt wiele słów. Okazało się, że mówił po polsku.
     
       - Hej, czy mogę pożyczyć zapalniczkę? - spytała z rozanielonym wyrazem twarzy na jego widok. Oczywiście dał jej tą zapalniczkę. 
     
       - Ej, a co ci tu z kieszeni wystaje? - mówi trochę półżartem. Jak się okazało zapalniczka. Ta historia ma też swoje inne detale po drodze. To  był dopiero początek ich historii. Ale czy gdyby jej były nie umarł i gdyby ten dramat nie wydarzył się w jej życiu, czy poznałaby swojego obecnego męża? Ojca ich dziecka? Nikt nie ma lekko, oni też oboje nie mieli. 

       Ale jak umieściłam w tytule wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.  I nieważne jak przesrane jest wasze życie w tym momencie, w końcu po każdej burzy wychodzi słońce. Los lubi pchać nas w pułapki, a czasem sami nieświadomie je na siebie zasadzamy. Usiądź, pomyśl na spokojnie i znajdź wyjście najrozsądniejsze dla siebie.


      Po przyjeździe do Anglii poznałam wiele takich ciekawych historii. Kilka z nich nawet widziałam nie znając osobiście ich bohaterów. Piszcie czy chcecie bym w formie takich krótkich opowiadań się z Wami nimi podzieliła. Zmieniam niektóre fakty, miejsca a na pewno i imiona. Jednak te historie wydarzyły się na prawdę...


5 komentarzy:

  1. Na prawdę nieprawdopodobna historia. No ale życie pisze różne scenariusze. Ciekawi mnie czy ma ona kontakt ze swoimi dziećmi? Ja nie potrafiłabym tak wyjechać i zostawić ich z dala od siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałabym na twoje pytania, ale myślę, że to i tak nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Dlatego pozostawiam Cię w niedosycie :)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe opowiadanie :) Masz ogromny talent do pisania , rozwijaj go. Powodzenia :*
    http://xgabisxworlds.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. bo wszystko w życiu dzieje się z jakiegoś powodu, wzruszająca historia ;)

    OdpowiedzUsuń